Każdy z nas ma taką dziwną łatwość zapominania o rzeczach najważniejszych. Ktoś kiedyś powiedział, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Można się przyzwyczaić do tego, że się jest zawsze zdrowym. Także można się przyzwyczaić do tego, że ktoś nas kocha. Kiedy się przyzwyczajamy do czegoś, to już na to nie zwracamy uwagi, szukamy czegoś innego, co mogłoby nam się wydawać bardziej atrakcyjne.
Dzisiejszy fragment Ewangelii ukazuje nam tłumy ludzi, które gromadziły się wokół Jezusa. Ludzie ci przyzwyczaili się do tego, że Jezus uzdrawia, wyrzuca złe duchy, rozmnaża chleb i wskrzesza umarłych. Te cuda, które się powtarzały nie robiły na nich większego wrażenia. Oczekiwali czegoś więcej, jakiegoś znaku z nieba.
Jezus gani taką postawę mówiąc, że żaden znak nie im będzie dany oprócz znaku Jonasza. Tym znakiem będzie męka, śmierć i zmartwychwstanie Syna Człowieczego. Jonasz był znakiem wezwania do nawrócenia mieszkańców Niniwy. To dzięki jego nawoływaniu Niniwa została ocalona, gdyż jej mieszkańcy uwierzyli w to, co głosił im Jonasz.
Niektórzy ludzie już się przyzwyczaili się do Jezusa i Kościoła. Już się znudzili wiarą i szukają jakiś innych znaków i cudowności. Odrzucają obecność Chrystusa w sferze publicznej. Negują działanie Boga w świecie współczesnym.
Chrystus zapowiada, że w czasie Sądu Ostatecznego mieszkańcom Niniwy lżej będzie niż temu pokoleniu, które nie uwierzyło w Niego i nie przyjęło Go swojego serca.
Rozważając dzisiejsze czytania prośmy Pana Boga, abyśmy uwierzyli całym sercem w obecność Chrystusa i Jego Miłość do wszystkich ludzi. Byśmy nie szukali jakiś nadzwyczajnych znaków, ale swoją wiarę opierali na zaufaniu Bożej obietnicy i na osobistym spotkaniu z Żywym Słowem Bożym zawartych na kartach Biblii i na relacji świadków, którzy osobiście doświadczyli spotkania z Chrystusem Zmartwychwstałym.
Więcej