Wspólnoty >> Krąg Biblijny "Ruah" >> Świadectwa

Moje świadectwo

Nigdy nie byłem specjalistą jeśli chodzi o słuchanie świadectw innych osób, a tym bardziej w przypadku ich wygłaszania lub pisania. Wśród moich doświadczeń w Kręgu Biblijnym "Ruah", najbardziej warte opisania wydają mi się refleksje odnoszące się naszych spotkań poza świetlicą parafialną - a więc w domach rekolekcyjnych czy gospodarstwach agroturystycznych podczas wakacyjnych rekolekcji.

Zwłaszcza te ostatnie wiążą się dla mnie zawsze z niezwykłą, bardzo radosną atmosferą, którą trudno poczuć gdzie indziej (a wiem co piszę, bo podczas wakacji odwiedzam różne ciekawe miejsca). Na początku było tak, że kiedy przed wyjazdem byłem jeszcze w domu lub w jakimś innym miejscu, to o kolejnej eskapadzie, tym razem o bardziej "formacyjnym" charakterze, miałem mieszane uczucia. Nie za bardzo chciało mi się wierzyć, że np. tydzień spędzony głównie na różnego rodzaju konferencjach, modlitwie, codziennej Mszy Świętej, będzie czasem bardziej, lub choćby równie przyjemnym jak np. obóz ornitologiczny (ptaki to mój konik, stąd to porównanie). Jednak wystarczyło, żebym wsiadł do pociągu czy innego środka transportu, którym akurat przyszło nam podróżować, aby te obawy się rozwiały. Msze święte podczas wspólnych wyjazdów przeżywam znacznie autentyczniej (o ile można tak powiedzieć nie łamiąc zasad gramatyki) i intensywniej niż podczas całego roku. Szczególnie radosny jestem wtedy, kiedy nasze wakacyjne rekolekcje przypadają na sam początek wakacji (jak to miało miejsce np. w tym roku), ponieważ można "załadować akumulator" radością, której pełno jest na tego typu "imprezie".

Zarówno letnie wyjazdy, jak i dni skupienia z okazji Adwentu czy Wielkiego Postu, to czas nie tylko spędzony w gronie bardzo dobrych znajomych, ale przede wszystkim możliwość oderwania się od codziennego zabiegania, wszelkich trosk i zmartwień. Wówczas znacznie wyraźniej niż podczas zwyczajnego tygodnia pracy mogę wsłuchać się w to, co Bóg chce mi powiedzieć. Dodatkową "podbudową" jest fakt, że otaczają mnie ludzie, dla których Bóg jest tak samo ważny jak dla mnie - to tworzy silną więź między nami i myślę, że na wszystkich działa bardzo pobudzająco.

 

 

Antek

Nazywam się Agnieszka Kapica. Mam dopiero (albo aż ) 15 lat, z czego już od ponad 6 chodzę na Krąg Biblijny. Mogłabym o nim samym, jak i o naszej cudownej, zabawnej, zżytej i wyluzowanej grupie rozwodzić się na wszelakie sposoby, ale podejrzewam, że zajęłoby to tyle miejsca i Waszego czasu na czytanie, że...no, w każdym razie dużo. ;o)

Jednak tym razem chciałabym Wam opowiedzieć o naszym ostatnim wakacyjnym wyjeździe (2005).

W te wakacje mieliśmy jechać do Kolonii Polskiej, ale nie tak, jak dotychczas - sami. Na miejscu mieliśmy spędzić pięć dni z dwoma innymi grupami: RAM-em i Szkołą Nowej Ewangelizacji, która miała prowadzić Kurs Wspólnoty, na jaki tam jechaliśmy. OK.! Nikt nie miał nic przeciwko temu!

Kiedy po długiej jeździe pociągiem (wszyscy to lubimy, więc szalało się do woli w przedziałach) przybyliśmy na miejsce, szczęka mi opadła. I to bynajmniej nie z wrażenia.

Wyobraźcie sobie taką scenę: wita nas przed domem pewna grupa osób, śpiewających głośno: "Witamy Was, Alleluja! Witamy Was!", dom wygląda jak stara, wiejska chałupa i...no, w ogóle nikt z nas, a już na pewno nie ja! Tak sobie tego nie wyobrażał! Ale, spoko... przydzielenie do pokojów. Chciałam być z moimi dwoma przyjaciółkami... no i jesteśmy! Tylko, że oprócz nas, w pokoju jest jeszcze 10 dziewczyn, których w ogóle nie znamy!

Myślałam, że się popłaczę... فóżka wyglądają, jak jakieś więzienne, jedna lampa, żadnej szafy... o półkach nawet nie wspomnę... No i jak mam tu wytrzymać przez te 5 dni?! Jakoś się uspokoiłam i powiedziałam sobie: "Wszystko będzie dobrze. Przecież Pan nie wysłał nas tu, żebyśmy się zamartwiały i nudziły... Panie, dodaj mi sił...!"

Na wieczornej modlitwie tego samego dnia zobaczyłam, co to jest modlitwa wspólnotowa... Sami musicie tego "spróbować". To coś, czego się nie zapomina...Położyłam się potem spać z modlitwa na ustach, aby nowy dzień nie był dniem straconym...

To, co się działo w następnych dniach bardzo trudno jest mi opisać słowami. Mogę Wam tylko powiedzieć, ze już nigdy nie pomyślałam, jakoby ten wyjazd miał być mało sympatyczny. BYفO BOSKO!!! Ci wszyscy ludzie, atmosfera, jaka tam panowała, konferencje... Nigdy tego nie zapomnę! Poznałam tam tylu wspaniałych chłopców... Nie, no żartuję (chociaż nie całkiem...;oP). Nie chodzi mi tylko o chłopaków, choć to przede wszystkim z nimi do tej pory sms-uję i gadam na gg. Dziewczyny, z którymi byłyśmy w pokoju okazały się fantastycznymi współlokatorkami!

Miałam też wspaniałą przygodę. Tzn. kiedy była w toku, wcale nie było mi do śmiechu, ale teraz patrzę na to, jako na prawdziwy dowód, że pośród tymi wszystkimi obcymi sobie osobami wytworzyła się prawdziwa więź wspólnotowa. Mianowicie w dzień przed wyjazdem do Warszawy, rozbolał mnie brzuch. Kobiety wiedzą, mężczyźni się mogą domyślać, dlaczego... Kiedy siedzieliśmy tak przy ognisku, nie wytrzymywałam z bólu. W końcu poszłam z Kościoła do pokoju. Okazało się, że przesiadywało w nim spore towarzystwo. Przecież nie mogłam przy nich się rozebrać i pójść spać! I wtedy, jakby czytając w moich myślach (ile ten Kurs Wspólnoty dał!) jeden z chłopaków poprosił całe towarzycho, żeby łaskawie przenieśli swoja rozmowę w inne miejsce, po czym życzył mi dobrej nocy. I tak mogłam spokojnie pójść spać...

Mam nadzieję, ze po przeczytaniu tego świadectwa (jeżeli ktoś wytrwał aż do tego momentu) zrozumiecie, jak ważna jest wspólnota. Lepiej przeżywa się każdy dzień, jeśli wiesz, że jest ktoś, komu na tobie zależy. Życzę Wam wszystkim z całego serca, abyście przeszli kiedyś taka granicę, a może już ją przeszliście, poza którą nie czujesz wstydu, kiedy śpiewasz na część Pana, nawet wśród tłumu niewierzących, poza którą zostawiasz wszystko i idziesz razem z innymi po drodze, która doprowadzi was tam, gdzie wszyscy się kiedyś spotkamy. Taką mam nadzieję i będę ją żywiła, aż do końca...

Teraz śmiało mogę krzyknąć, a Wy krzyczcie razem ze mną:

CHWAفA PANU!

 

 

Agnieszka (Kapi) Kapica

Chcę się podzielić z Wami tym co mnie zadziwia we wspólnocie Kręgu Biblijnego RUAH.

Sześć lat temu zostałam skierowana do pracy w szkole w Warszawie. Dotychczas katechizowałam w diecezji Zamojsko-lubaczowskiej i przede wszystkim Przemyskiej. Gdy przejechałam do Stolicy to przyznaję zderzyłam się z "murem", który mnie przeraził. Pytałam Pana jak dotrzeć do tej młodzieży, prosiłam o światło i wskazówki. Pan przyszedł z pomocą - przypomniał mi, że wcześniej dużą rolę we współpracy z dziećmi i młodzieżą odgrywały wspólnoty, którymi się zajmowałam więc czemu i tu nie spróbować? Zastanawiałam się - czy rzeczywiście w tak zapędzonej Warszawie jest to możliwe? Jednak podjęłam decyzję zawierzając ewentualnych ochotników Jezusowi i Maryi. I stało się. Na terenie szkoły powstał Krąg Biblijny, którego formacja z czasem została przeniesiona na teren parafii.

W tej wspólnocie doświadczam spontaniczności młodych, więzi wzajemnej, wierności a przede wszystkim otwartości na Słowo Boże. Stawiają pytania świadczące o tętniącym w ich duszy życiu wewnętrznym. Są otwarci na innych, nie boją się świadczyć o Chrystusie choćby przez ewangelizację czy czynny udział w procesji. Krąg Biblijny jest dla mnie cudem Pana a zarazem miejscem umocnienia w modlitwie i wierze.

 

 

s. Leonia